Od olimpijskich aren po szczecińskie lodowisko. Czy przyszły olimpijczyk jest wśród nas?
XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 przeszły już do historii. Zawody w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo dostarczyły polskim kibicom wielu emocji. Wywalczone przez Biało-Czerwonych cztery medale, trzy srebrne i jeden brązowy, to trzeci najlepszy wynik w historii występów Polaków w najważniejszych zimowych zawodach czterolecia. Czy mimo to możemy być w pełni zadowoleni z postawy naszej reprezentacji we Włoszech?
W zawodach wzięło udział około 2900 sportowców z 92 krajów, w tym 60 reprezentantów Polski. Niewątpliwie jednym z największych bohaterów naszej kadry był Kacper Tomasiak. Zaledwie 19-letni skoczek narciarski zdobył aż trzy medale: srebro i brąz indywidualnie na skoczni normalnej oraz dużej, a także srebro w konkursie duetów razem z Pawłem Wąskiem na większym obiekcie. Tym samym stał się najmłodszym polskim medalistą olimpijskim w sportach zimowych. Dołączył również do elitarnego grona sportowców z naszego kraju, którzy podczas jednych igrzysk trzykrotnie stawali na podium. Wcześniej tej sztuki dokonali jedynie Irena Szewińska, Otylia Jędrzejczak oraz Justyna Kowalczyk.
Czwarty medal dla Polski dołożył panczenista Władimir Simirunnij, który wywalczył tytuł wicemistrza olimpijskiego na dystansie 10 000 metrów. Łącznie cztery krążki dały Polsce 21. miejsce w klasyfikacji medalowej. Niedosyt może budzić brak złota, zwłaszcza że wyżej znalazły się kraje, które zdobyły mniej medali, ale miały w dorobku choć jeden krążek z najcenniejszego kruszcu. Patrząc jednak szerzej, trudno mówić o rozczarowaniu. To wyraźny progres w porównaniu do ostatnich zimowych igrzysk w Pekinie, skąd Polacy przywieźli tylko jeden brązowy medal. Lepsze wyniki Biało-Czerwoni osiągali jedynie podczas zimowych zmagań olimpijskich w Vancouver i Soczi (2010 i 2014 r.). W obydwu przypadkach zdobyli po sześć medali. To pokazuje, że polskie sporty zimowe wciąż mają potencjał i mogą dostarczać kibicom dużo powodów do dumy.
A co z przyszłością? Być może kolejna olimpijska historia zacznie się bliżej nas. Jak dotąd żaden student ani absolwent Uniwersytetu Szczecińskiego nie reprezentował uczelni na zimowych arenach olimpijskich. Jednak każda historia musi mieć swój początek. Nadzieję na jej napisanie daje studencki projekt „Wślizgnij się w sesję – łyżwy z WNS”. Pokazuje on, że pasja do sportów zimowych może rodzić się także tutaj, w Szczecinie. Dla jednych to sposób na oderwanie się od nauki, dla innych pierwsze kroki na lodzie. Kto wie, może ktoś, kto dziś zakłada łyżwy tylko po to, by złapać oddech przed egzaminami, w przyszłości wślizgnie się nie tylko w sesję, ale także w historię naszej uczelni. Być może to właśnie na tym lodowisku zaczyna się droga pierwszego zimowego olimpijczyka z Uniwersytetu Szczecińskiego.
Na odpowiedź przyjdzie nam jeszcze poczekać co najmniej cztery lata, do kolejnych zimowych igrzysk olimpijskich we francuskich Alpach. Być może wtedy zobaczymy także sportowca, którego olimpijska droga zaczęła się właśnie na szczecińskim lodowisku.
fot. ASP Photoshop