Ala ma kota… ale czy kot ma jakieś „ale”? 17 lutego obchodzimy Światowy Dzień Kota
Gacek, Nutka, Marchewka, Kicia… kocich imion jest jak na zawołanie. Każde z nich brzmi jak osobna historia – trochę żart, trochę czułość, czasem ironia. Bo kot w naszym życiu nigdy nie jest „tylko kotem”. Jest bohaterem domowej codzienności, cichym obserwatorem, terapeutą bez dyplomu i… władcą kanapy.
Towarzysze codzienności, wierni przyjaciele człowieka i sprytni drapieżnicy, którzy z chęcią zapolują na… wiązkę lasera na podłodze. Mowa oczywiście o kotach, zwierzętach, które przejęły internet za sprawą zabawnych obrazków, gifów czy filmików. Dla wielu z nas stanowią członków rodzin i podobnie jak psy są jednymi z najpopularniejszych zwierząt towarzyszących na świecie. Kot od wieków wymyka się jednoznacznym definicjom. Nie jest bezwarunkowo posłuszny jak pies, nie daje się łatwo podporządkować. Chodzi własnymi ścieżkami, czasem znika w drugim pokoju na kilka godzin, by po chwili wrócić i usiąść dokładnie tam, gdzie właśnie rozłożyliśmy dokumenty do pracy.
To jego pierwsze „ale”: nie jesteś jego właścicielem – jesteś współlokatorem. Kot wybiera, kiedy przyjdzie, kiedy pozwoli się pogłaskać, kiedy spojrzy z wyrzutem, że miska nie została napełniona w idealnym momencie. W tej relacji jest coś partnerskiego, a może nawet odwróconego. Szczecin także ma twarz kota, a właściwie pyszczek. Gacek, czyli czarno-biały mieszkaniec miasta przez lata przesiadywał przy jednej z ulic, cierpliwie pozując do zdjęć. Turyści robili sobie z nim selfie, mieszkańcy przynosili jedzenie, media na całym świecie rozpisywały się o nim. Gacek stał się ikoną, nie tylko dlatego, że był uroczy – był wolny. Należał do miasta, ale jednocześnie do nikogo. Symbolizował kota jako takiego: niezależnego, dumnego, trochę zdystansowanego, a jednak głęboko wpisanego w ludzką przestrzeń.
Choć Gacek pozostaje pierwszą myślą, która pojawia się przy haśle „szczeciński kot”, to nie jest jedynym znanym kotem w stolicy województwa zachodniopomorskiego. Istnieje jeszcze Umbriaga. Za tą enigmatyczną nazwą kryje się towarzysz szczecińskich żeglarzy z XX wieku, który znany jest całemu środowisku żeglarskiemu w regionie. Umbriaga był rudym kocurem, który krótko po II wojnie światowej jako mieszkanie upatrzył sobie przystań Akademickiego Związku Morskiego, dzisiejszego Jacht Klubu AZS Szczecin. Był wielokrotnym uczestnikiem jachtowych rejsów i utwierdza w przekonaniu, że nie tylko Gacek był na fali w Szczecinie.
Poniżej natomiast dumnie prezentują się koci przyjaciele Tomka (NiUS Radio), Wiktorii i Nikoli (Redakcja Studencka NiUS Radia). Miau, miau, miau…






