Filip zakochał się pod apteką, a GIF… w paragrafach. Czy Taco Hemingway dostanie karę za hit?
Tuż przed Bożym Narodzeniem Taco Hemingway postanowił wejść w rolę świętego Mikołaja i podrzucił fanom prezent, po którym wielu do teraz zbiera szczęki z podłogi. Trzeba przyznać – chłop ma rozmach. Album „LATARNIE WSZĘDZIE DAWNO ZGASŁY” nie tylko „wjechał z buta” na globalne listy przebojów, ale stał się zarzewiem konfliktu, która wykracza daleko poza kłótnie o to, czy Filip Szcześniak jest dobrym artystą.
Wszystko przez jeden numer – „ZAKOCHAŁEM SIĘ POD APTEKĄ”. Prezent od Taco okazał się na tyle „trafiony”, że rozpakował go nawet… Główny Inspektorat Farmaceutyczny (GIF). Zamiast sielankowej kolędy dostaliśmy utwór, który wywołał trzęsienie ziemi nie tylko w głośnikach, ale i w aptecznych magazynach, stawiając na nogi urzędników pilnujących paragrafów.
Liczby są bezlitosne i, szczerze mówiąc, trochę kosmiczne. Utwór w kilka dni nabił 12 milionów odtworzeń, ale wyjątkowy opad szczęki zaliczyli… farmaceuci. 21 grudnia, zaraz po premierze, w aptekach zrobiło się gęsto – i to wcale nie przez seniorów kupujących maść na korzonki. Sprzedaż leku bez recepty „Solpadeine” poszybowała w kosmos jak nie przymierzając Sławosz.
W mediach społecznościowych, a zwłaszcza na TikToku, powstał trend: młodzi ludzie zaczęli masowo nagrywać filmy z charakterystycznym czerwonym opakowaniem leku w dłoni, podkładając pod to wersy piosenki. Granica między fascynacją muzyczną, a niebezpieczną romantyzacją substancji psychoaktywnych została przekroczona w sposób dotąd niespotykany w Polsce.
Dura lex sed lex?
Jako osoba, która na co dzień katuje paragrafy na studiach i widzi świat przez ich pryzmat, nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Artykuły ustawy Prawo Farmaceutyczne to nie są rurki z kremem. Rygorystyczne do bólu i bezlitosne przy interpretacji.
Zacznijmy od definicji reklamy. Według ustawy to każde działanie, które ma zachęcić do kupna. I tu zaczynają się schody, bo GIF teraz drapie się w głowę i sprawdza, czy Taco, rzucając konkretną nazwą leku, nie stał się przypadkiem influencerem farmaceutycznym bez licencji. Największy „smaczek” to jednak art. 53 ust. 2, który stanowi jasno, że „Reklama leku nie może obiecywać korzyści w zamian za zakup”.
W warstwie fabularnej utworu, zakup leku staje się pretekstem do nawiązania relacji, do przeżycia przygody, do „zakochania się”. Jednak, czy wizja romantycznej relacji jest „korzyścią”? No cóż… w oczach urzędników GIF-u, interpretacja ta może być bardzo surowa.
Pytaniem jest więc „Czy Taco faktycznie promuje lek?”, bo przyglądając się tekstowi głębiej, można wysnuć zgoła odmienną tezę. Taco Hemingway to artysta znany z ironii i celnego punktowania bolączek społecznych. Jeśli wsłuchamy się w utwór uważnie, dostrzeżemy, że jest on raczej ostrzeżeniem niż zachętą. Po pierwsze, w tekście padają jasne odniesienia do kofeiny i kodeiny oraz mrocznych skutków ich nadużywania. Należy też przyjrzeć się roli farmaceutki, która odmawia sprzedaży leku podmiotowi lirycznemu mówiąc:
„To jest silny proszek, więc dać nie mogę… Są zasady, niech pan dba o zdrowie”.
Farmaceutka występuje tu jako głos rozsądku, strażnik etyki i zdrowia publicznego. Taco nie kreuje leku jako magicznej pigułki na szczęście, lecz jako niebezpieczny rekwizyt, wokół którego kręci się zagubiony, główny bohater tej muzycznej opowieści.
To nie jest laurka dla leku. To pokazanie, że ten „magiczny proszek” to nie są cukierki. Problem w tym, że masowy odbiorca na TikToku rzadko robi głęboką analizę tekstologiczną. Tam liczy się, żeby opakowanie pasowało do filtra, a „vibe” się zgadzał. I tak oto utwór, który miał być poniekąd krytyką nadużywania substancji, stał się dla nich najlepszym paliwem napędowym.
Decyzja Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego będzie miała kolosalne znaczenie dla całej branży kreatywnej w Polsce. Jeśli Taco dostanie po kieszeni, to każdy muzyk czy scenarzysta będzie musiał dwa razy pomyśleć, zanim w tekście bohater kupi markową wodę czy aspirynę. Z drugiej strony – koncern dostał taką promocję, o jakiej ich dział marketingu mógłby tylko marzyć w najśmielszych (i nielegalnych) snach. Czy to genialna kryptoreklama, czy po prostu artystyczny wypadek przy pracy? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – miłości lepiej jest szukać gdziekolwiek indziej niż pod apteką.
fot. Universal Music Polska