Gdy patrzysz w niebo, ono patrzy na ciebie. Co naprawdę spada na Ziemię - cz. I
Kosmos to niekończąca się przestrzeń pełna pytań. Zauważalne obiekty, mimo że pojawiają się w naszej atmosferze, są dla badaczy nie lada zagadką. To, co przelatuje nad naszymi głowami, skrywa ogrom historii, a naukowcy mogą szukać w nich odpowiedzi na kwestie tak tajemnicze, jak początek Układu Słonecznego. Czy jest się zatem czego obawiać kiedy planetoidy pojawiają się w naszej przestrzeni? Co dzieje się z nimi po wkroczeniu na orbitę Ziemi? Oddajmy głos specjalistom z Instytutu Fizyki Uniwersytetu Szczecińskiego.
Z okazji Międzynarodowego Dnia Planetoid zapytaliśmy dr. hab. Tomasz Denkiewicz, prof. US, dyrektora Instytutu Fizyki US o fundamentalne kwestie dotyczące obiektów, które przez badaczy obserwowane są od lat.
Miłosz Beśka: Czy planetoidy, które w najbliższych latach będziemy obserwować w naszym bezpośrednim sąsiedztwie, mogą jakkolwiek nam zagrażać?
Dr. hab. Tomasz Denkiewicz, prof. US: Na podstawie obecnych obserwacji nie znamy planetoidy, która w najbliższych latach stanowiłaby realne zagrożenie dla Ziemi. W przestrzeni kosmicznej regularnie dochodzi do bliskich przelotów planetoid w pobliżu naszej planety, ale „blisko” w skali astronomicznej nie oznacza jeszcze niebezpieczeństwa. Takie obiekty są stale monitorowane przez wyspecjalizowane programy obserwacyjne, m.in. prowadzone przez NASA i ESA. Dobrym przykładem jest planetoida Apophis, która 13 kwietnia 2029 r. przeleci bardzo blisko Ziemi — bliżej niż niektóre satelity geostacjonarne — ale nie uderzy w naszą planetę.
Zagrożenie planetoidami nie jest tematem fantastyki naukowej. To realne, choć rzadkie zjawisko przyrodnicze. Dlatego prowadzi się systematyczne obserwacje nieba, oblicza orbity małych ciał Układu Słonecznego i rozwija techniki tzw. obrony planetarnej. Chodzi nie o wywoływanie niepokoju, lecz o możliwie wczesne wykrywanie obiektów, które kiedyś mogłyby znaleźć się na kursie kolizyjnym z Ziemią.
MB: Co się dzieje z planetoidami, które wlatują do naszej atmosfery?
TD: Większość małych obiektów wpadających w atmosferę Ziemi ulega gwałtownemu nagrzaniu, fragmentacji i spaleniu. Zjawisko świetlne, które obserwujemy wtedy na niebie, nazywamy meteorem — potocznie „spadającą gwiazdą”. Sama nazwa jest myląca, bo nie ma to nic wspólnego z gwiazdami. To zwykle drobne okruchy materii kosmicznej, często wielkości małych kamyków.

MB: Jak i gdzie najlepiej obserwować „spadające gwiazdy”, których nasilenie co roku odbywa się w sierpniu?
TD: Sierpniowe „spadające gwiazdy” to przede wszystkim Perseidy, jeden z najbardziej znanych rojów meteorów. Najlepiej obserwować je gołym okiem z dala od świateł miasta, w miejscu z możliwie ciemnym niebem i szerokim widokiem na horyzont.
Najlepsza pora obserwacji to zwykle druga połowa nocy i godziny przed świtem. Warto położyć się wygodnie, dać oczom co najmniej kilkanaście minut na przyzwyczajenie się do ciemności. W 2026 r. maksimum Perseidów przypadnie w nocy z 12 na 13 sierpnia, a warunki księżycowe powinny być bardzo korzystne, bo Księżyc nie będzie istotnie rozjaśniał nieba.
MB: Czy naukowcom łatwo jest badać skład i pochodzenie planetoid i jak odbywają się takie badania?
TD: Nie jest to łatwe, ponieważ planetoidy są zwykle małe, ciemne i znajdują się bardzo daleko od nas. Mimo to dysponujemy dziś kilkoma skutecznymi metodami ich badania. Z Ziemi można obserwować, jak odbijają światło słoneczne — analiza widma tego światła pozwala wnioskować o składzie powierzchni. Obserwacje zmian jasności pomagają określać kształt i tempo obrotu planetoidy. W przypadku niektórych obiektów wykorzystuje się także obserwacje radarowe
Bardzo ważne są również meteoryty, czyli fragmenty materii kosmicznej, które spadły na Ziemię. Można je badać w laboratoriach pod kątem składu chemicznego. Najcenniejsze są jednak misje kosmiczne, które zbliżają się do planetoid, fotografują je, wykonują pomiary na miejscu, a czasem przywożą próbki na Ziemię. Przykładem jest misja OSIRIS-REx, która dostarczyła próbki z planetoidy Bennu. Takie próbki są jak kapsuły czasu — zawierają informacje o bardzo wczesnych etapach powstawania Układu Słonecznego, a także o związkach chemicznych, które mogły mieć znaczenie dla późniejszego pojawienia się życia na Ziemi.
Fotografie pochodzą z Planetarium w Toruniu (archiwum prywatne red. Tomasza Skierczyńskiego)