Olimpijczyk bez medalu - czy to wciąż bohater?
Chyba każdy, kto wyczynowo uprawia sport, marzy o tym, by kiedyś wystartować w igrzyskach olimpijskich. Jednak droga na areny najważniejszych zawodów czterolecia, rzadko bywa prosta. To lata wyrzeczeń, spełniania rygorystycznych kryteriów kwalifikacyjnych, walka z kontuzjami, presją i własnymi słabościami. Potrzebne jest zdrowie, odpowiednie warunki treningowe, profesjonalny sztab szkoleniowy – i to „coś”, co w najtrudniejszych momentach pozwala wierzyć, że misja pod tytułem „Igrzyska” zakończy się powodzeniem.
6 marca obchodzimy Światowy Dzień Olimpijczyka. To dobry moment, by zadać sobie pytanie: kto właściwie zasługuje na to miano?
Twórca idei nowożytnych igrzysk, Pierre de Coubertin, uważał, że olimpijczykiem jest każdy uczestnik igrzysk – niezależnie od tego, czy wystartował w jakiejś konkurencji, czy pozostał rezerwowym. Z czasem pojawiły się jednak inne interpretacje. Jak wspomina Wojciech Matusiak – dwukrotny olimpijczyk z Meksyku i Montrealu – przez pewien okres przyjmowano, że jeśli zawodnik nie wystartował w żadnej konkurencji, nie przysługiwało mu miano olimpijczyka, a jedynie uczestnika igrzysk. Ostatecznie powrócono jednak do pierwotnej idei Coubertina.
Formalnie więc sprawa jest jasna. Jednak czy w przestrzeni publicznej wszyscy olimpijczycy traktowani są tak samo?
Podczas ostatnich zimowych igrzysk w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo Polskę reprezentowało sześćdziesięcioro zawodników. O tych, którzy stanęli na podium, mówi się najwięcej. Rzecz jasna to naturalne, bo sukces przyciąga uwagę mediów i kibiców. Jednak pozostali reprezentanci również przeszli tę samą trudną drogę kwalifikacji. Czasem o nich zapominamy, a bywa, że stają się obiektem nieuzasadnionej krytyki lub wręcz hejtu, gdy start nie potoczy się zgodnie z oczekiwaniami fanów.
A przecież sam udział w igrzyskach to dla sportowca spełnienie marzeń, ogromny zaszczyt i duma z reprezentowania kraju. To także stres i presja – często większa, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Jak podkreśla Michał Rozmys, olimpijczyk z Tokio, sportowcy często sami nakładają na siebie ogromne oczekiwania. Do tego dochodzi presja otoczenia – kibiców i mediów, które najchętniej opowiadają historie medalistów. Rzadziej mówi się o tych, którzy – choć nie stanęli na podium, to odegrali ważną rolę w sukcesie innych. Wspomniany Wojciech Matusiak podczas igrzysk w Meksyku prowadził rozgrzewkę dla kolegi z kolarskiego toru, Janusza Kieszkowskiego – brązowego medalisty tamtych zawodów.
Dlatego olimpijczycy to nie tylko medaliści. To również trenerzy, fizjoterapeuci, psychologowie sportu, członkowie sztabów szkoleniowych, a nawet sędziowie czuwający nad prawidłowym przebiegiem rywalizacji. Olimpizm to wspólnota ludzi pracujących na jeden cel. Dlatego tym bardziej warto doceniać miejsca, które tę ideę pielęgnują. Doskonałym przykładem jest Muzeum Olimpizmu Uniwersytetu Szczecińskiego. To przestrzeń, w której można zobaczyć stroje zawodników, sprzęt sportowy czy fotografie dokumentujące ich drogę. Jak podkreśla dyrektor muzeum, dr hab. Jerzy Eider, prof. US, takie miejsce nie tylko buduje tożsamość uczelni, ale może również inspirować studentów do aktywności sportowej. Co istotne, muzeum prezentuje wizerunki nie tylko zawodników, lecz także trenerów, fizjoterapeutów i sędziów – pokazując pełny obraz olimpijskiej rzeczywistości.
Dziś rozpoczynają się również XIV Zimowe Igrzyska Para0limpijskie – najważniejsze zawody czterolecia dla sportowców z niepełnosprawnościami. Polskę reprezentuje dziewięcioro zawodników w czterech dyscyplinach: paranarciarstwie biegowym i alpejskim, parabiatlonie oraz parasnowboardzie. Trzymamy za nich kciuki.
Należy przy tej okazji przypomnieć, że paraolimpijczycy nie są „gorszą” wersją olimpijczyków. To sportowcy najwyższej klasy, którzy – podobnie jak ich koledzy i koleżanki z igrzysk olimpijskich – przeszli długą i wymagającą drogę do startu w najważniejszej imprezie czterolecia.
W Światowy Dzień Olimpijczyka warto więc pamiętać: medal jest zwieńczeniem drogi, ale nie jej jedyną wartością. Każdy, kto dotarł na igrzyska – olimpijskie czy paralimpijskie – już dokonał czegoś wyjątkowego. Dlatego Pozwólmy sportowcom spełniać marzenia i reprezentować nasz kraj bez nadmiernej presji. Być może wtedy łatwiej będzie nie tylko o medal, ale także o rekord życiowy albo po prostu… o dobry występ, z którego zarówno sami sportowcy, jak i ich kibice, będą usatysfakcjonowani.