„Gwiazdko, gwiazdeczko, słoneczko, króweczko, aniołku, aniołeczku” – czy każde słowo może być czułe?
Kolejny wykład spod znaku „Wykłady o języku polskim” już za nami. 23 lutego o godzinie 17.00 wspólna inicjatywa Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Szczecińskiego oraz szczecińskiego oddziału Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego ponownie zgromadziła w murach Biblioteki Międzywydziałowej US miłośników naszego pięknego języka, a nawet jego prawdziwych fanów!
Poniedziałkowy wykład prof. dr hab. Ewy Kołodziejek na Uniwersytecie Szczecińskim był jak zawsze fascynującą językową podróżą przez świat zdrobnień, pieszczotliwych form i… zaskakujących wyznań miłości ukrytych w słowach. Czy język polski jest czuły? Odpowiedź – jak przekonywała badaczka – zależy przede wszystkim od intencji.
Czułość zapisana w końcówkach takich jak Misiu, Pączusiu, Mordo – to przykłady, które wywoływały uśmiech na sali, ale były jednocześnie punktem wyjścia do poważnej refleksji nad mechanizmami języka. Profesor Kołodziejek pokazywała, jak ogromny potencjał emocjonalny kryje się w polskiej słowotwórczości, jak podkreślała:
„Proszę Państwa, powiem tak: nasze możliwości nazywania osób, do których czujemy jakiś rodzaj czułości, jakiegoś pozytywnego afektu, są naprawdę nieograniczone. Każde słowo może być czułym słówkiem.”
To zdanie stało się osią całego wykładu. Bo – jak tłumaczyła językoznawczyni – znaczenie nie jest zamknięte w słowie. Ono rodzi się w relacji:
„Wszystko zależy od intencji, od okoliczności, od kontekstu — czyli słowo nabiera znaczenia właśnie w konkretnym otoczeniu.”
Wprawne ucho słuchacza mogło w trakcie spotkania rozróżnić dwa ważne zjawiska: zdrobnienia nazywające coś małego („stolik”, „szczoteczka”, „kwiatek”) oraz formy wyrażające emocjonalny stosunek do rzeczy czy osoby („domek”, „samochodzik”, „łódeczki”, „śledziki”).
„Domek” wcale nie musi być mały – może być duży, ale bliski sercu. „Samochodzik” nie musi mieć rozmiaru zabawki – może być nowym nabytkiem, o którym mówimy czule, bo sprawia radość.
Profesor zwróciła uwagę, że zdrobnienia budują pozytywną atmosferę, oswajają rzeczywistość, łagodzą komunikat czy skracają dystans między rozmówcami.
Istotnym elementem wykładu była faktyczna refleksja nad kontekstem. To on decyduje, czy dane słowo brzmi czule, ironicznie, protekcjonalnie czy wręcz agresywnie.
„Wszystko zależy od intencji, od okoliczności, od kontekstu” – podkreślała.
Przykłady takie jak „łobuzie” czy nawet pozornie negatywne określenia pokazywały, że język nie jest czarno-biały. To użytkownicy nadają mu emocjonalne barwy.
Nasz język ma w sobie nieskończoną moc nazywania.
Jednym z najbardziej wybrzmiewających wątków była myśl o nieograniczonej kreatywności języka polskiego. Formy pieszczotliwe tworzymy nie tylko od imion, ale też od nazw zwierząt („kociulek”, „miculek”), zjawisk przyrody („słoneczko”, „gwiazdeczko”), a nawet tytułów i godności („królewno”, „księżniczko”).
Jak zaznaczyła profesor Kołodziejek, „nasza możliwość nazywania osób, do których czujemy czułość, jest naprawdę nieograniczona”.
Cykl „Wykładów o języku polskim” kolejny raz pokazuje, że nasz język posiada ogromny repertuar środków wyrażania afektu, odbijając nasze emocje w słowach jak w lustrze. Nie chodzi jednak wyłącznie o słowotwórcze końcówki. Chodzi o relację między ludźmi. Czułość nie tkwi w samym słowie. Czułość tkwi w tym, kto mówi – i do kogo mówi.
Foto: Małgorzata Przezdomska (UNIWIZJA)
